Energetycy weźcie się do roboty

Czy Unia Europejska nie strzela sobie przypadkiem bramki samobójczej? Jeżeli w tę walkę z globalnym ociepleniem nie włączą się gospodarki Stanów Zjednoczonych, Chin czy Indii, to osamotniona Europa sama skaże się na porażkę. Z Ministrem Środowiska prof. Andrzejem Kraszewskim rozmawiał Jerzy Dudała.

 – Przemysł w Polsce obawia się tego, że potrzeba redukcji emisji dwutlenku węgla może mieć daleko idące konsekwencje w postaci obniżenia konkurencyjności całej polskiej gospodarki. Czy te obawy są uzasadnione?

– Jeżeli nie zrobimy tego, co powinniśmy, a więc nie będziemy podążać w kierunku energetyki niskoemisyjnej, to rzeczywiście może się tak zdarzyć. Niestety, jak wszyscy doskonale wiemy, nasza energetyka oparta jest na węglu kamiennym i brunatnym. Nie stawia nas to w korzystnej sytuacji. Żaden kraj w Unii Europejskiej nie jest bowiem aż tak uzależniony od węgla.

Po pierwsze – musimy postawić na oszczędność energii i efektywność. Ale to oczywiście nie załatwi wszystkiego. Będziemy również musieli zadbać o technologie nisko- i zeroemisyjne. Mam tu na myśli zarówno energetykę odnawialną, jak i energetykę atomową. Ale to dalej nie rozwiązuje naszych problemów.

Uważam, że węgiel jest naszym dobrem narodowym, o które powinniśmy dbać. Musimy nadal korzystać z tego surowca i angażować się w rozwój nowoczesnych technologii węglowych. Należy wnikliwie przyjrzeć się takim technologiom, jak choćby zgazowywanie węgla. Pozytywnie trzeba też podejść do technologii CCS związanej z wychwytem, transportem i składowaniem dwutlenku węgla. Na razie wielu podchodzi do tej technologii ze sceptycyzmem, nie wyszła ona bowiem poza fazę studialną i nie stosuje się jej na skalę przemysłową. Jednakże nie możemy na tym polu pozostawać bierni.

Polska ze swą specyfiką i uzależnieniem od węgla nie powinna – w zakresie deklaracji celu redukcyjnego – być zbyt gorliwa. Nie powinniśmy nadgorliwie podchodzić do zapisów regulujących redukcję emisji gazów cieplarnianych Unii Europejskiej. Powinniśmy podchodzić do tych kwestii niezwykle ostrożnie, gdyż byłoby bardzo trudno wytłumaczyć społeczeństwu polskiemu spowolnienie rozwoju gospodarczego spowodowane nazbyt ambitnymi celami redukcyjnymi.

– Wspomniał pan o technologii CCS, która pozostaje melodią przyszłości. A my nie mamy czasu, potrzebujemy rozwiązań już teraz.

– Zgadza się, tak właśnie jest. Jeżeli chodzi o wychwyt, transport i składowanie dwutlenku węgla, to obecnie nie można mówić o ekonomicznej opłacalności takiego przedsięwzięcia. Ale przecież zawsze jest tak, że kiedy mamy do czynienia z nową technologią, to jest ona dużo droższa aniżeli technologie już stosowane. Rzeczywiście, martwi mnie brak czasu, zgadzam się, że nie za bardzo możemy spokojnie czekać, aż inni rozwiążą za nas te wszystkie kwestie. Dlatego też sami powinniśmy podejmować działania w tym obszarze.

Ministerstwo Środowiska próbuje współfinansować różne projekty badawcze. Namawiam energetykę, żeby realizowała przedsięwzięcia, które dadzą odpowiedzi na pytania związane z technologią CCS. Trzeba sprawdzić, jakie będą koszty takich instalacji i wiele innych kwestii. Na razie mówimy o pewnej abstrakcji, o czymś, czego sami nie przetestowaliśmy. Istotne jest, byśmy sami zaczęli działać, przeprowadzać eksperymenty. Jeżeli będziemy tylko biadolić, to nie posuniemy się ani krok naprzód.

– Energetyka wykazuje duże chęci czy też sceptycznie podchodzi do tych pańskich propozycji?

– Obawiam się, że obecnie energetyka dopiero zaczyna rozumieć, że od tych wszystkich problemów nie ma ucieczki. Na spotkaniu z przedstawicielami największych elektrowni zawodowych w Polsce powiedziałem, że przecież z Unii Europejskiej nie wystąpimy i prawa unijnego też nie zmienimy. Nie można również liczyć na to, że zmieni się optyka Unii w zakresie globalnego ocieplenia.

Priorytety pozostaną więc takie same. I bierny opór ze strony polskiej energetyki byłby zgubny. To prawda, że do końca 2012 roku mamy parasol ochronny w postaci darmowych przydziałów uprawnień do emisji. Prawdą jest również to, że dzięki umiejętnościom negocjacyjnym premiera mamy „miękkie lądowanie” do roku 2018. Jednak trzeba pamiętać o tym, że nieuchronnie zbliża się moment, kiedy będziemy musieli nabywać uprawnienia do emisji na wolnym rynku. Nie wiadomo, jaki będzie wówczas koszt tych uprawnień. Natomiast wiadomo, że ich cena będzie rosła.

Apeluję więc, bez mała błagam energetyków: weźmy się już teraz do roboty! Jeżeli bowiem zabierzemy się do niej za pięć lat, to może już być za późno. I taniej będzie nam kupować prąd zza granicy.

– Nie oszukujmy się, sektor elektroenergetyczny jest rozleniwiony i niechętny do wytężonego działania. Pewnie będzie dominować podejście w stylu „poczekamy, zobaczymy”…

– Będziemy obserwować to, co będzie się działo w energetyce. To zresztą problem i wyzwanie dla całego rządu, nie tylko dla ministra środowiska. Jeżeli będziemy widzieli, że rady nadzorcze i zarządy spółek energetycznych wychodzą z założenia, że po nich choćby potop – wówczas z pewnością spotka się to z naszą zdecydowaną reakcją. Ale przecież to są przedsiębiorcy i potrafią liczyć. Wierzę, że zachowają zdrowy rozsądek.

A my ze swej strony będziemy prowadzić rachunek dotyczący redukcji naszych emisji, bo to się z pewnością nie skończy na dwudziestu procentach. To pójdzie dalej. Przykładowo gospodarka brytyjska ma cele redukcyjne rzędu osiemdziesięciu procent! Widać więc, w jakim kierunku to zmierza. Dostępnymi dla mnie narzędziami, np. mechanizmami finansowymi NFOŚiGW, będę wspierał inicjatywy zmierzające do redukcji emisji polskiej energetyki i przemysłu. Mam tu na myśli działania zmierzające do zwiększenia efektywności energetycznej odbiorcy energii, energetykę odnawialnych źródeł energii, nowe technologie czystego węgla i badania dotyczące CCS.

– Czy Unia Europejska nie strzela sobie przypadkiem bramki samobójczej? Jeżeli w tę walkę z globalnym ociepleniem nie włączą się gospodarki Stanów Zjednoczonych, Chin czy Indii, to osamotniona Europa sama skaże się na porażkę.

– Nie sądzę, by Europa zrobiła „cokolwiek ponad” to, do czego już się zobowiązała. Jeżeli mówimy o potrzebie redukcji emisji gazów cieplarnianych, to istnieje coś takiego, jak porównywalne wysiłki. Nie jest tak, że Europa niejako na własne życzenie będzie chciała tracić konkurencyjność na rzecz tych gospodarek, które nie zrobią niczego w celu ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Europa, i owszem, chce przyjąć pozycję lidera, zamierza dać innym dobry przykład. Jednak kiedy inni nie podejmą żadnych działań, to wówczas w Unii Europejskiej usiądą i zastanowią się nad tym, co dalej robić. Odmowa innych głównych graczy, a zwłaszcza Chin, USA i Indii, dołączenia w pełni do wysiłków światowej społeczności w walce z globalnym ociepleniem, byłaby porażką. Mam nadzieję, że tak się nie stanie.

– Nie będzie już wtedy za późno?

– Nawet jeżeli nie byłoby żadnych dowodów na to, że właśnie człowiek jest sprawcą globalnego ocieplenia, to i tak trzeba by coś robić. Powstaje na przykład pytanie, dlaczego Brytyjczycy są tak „wyrywni” w realizowaniu celu redukcyjnego. Raz – chcą na tym zarobić. Dwa – zdają sobie sprawę, iż bez tego nie posunęlibyśmy się do przodu w zakresie rozwoju nowych technologii.

Nie poszlibyśmy do przodu w zakresie efektywności energetycznej, która z kolei wpływa na oszczędność paliwa pierwotnego. Zobaczymy, co z tego wyniknie, jakie technologie się dzięki temu zadomowią. To jest trochę gospodarka czasu wojny. Jeżeli przyjąć, że jesteśmy w fazie wojny z globalnym ociepleniem, to wytwarza się korzystny klimat dla rozwoju nowych technologii. On z kolei przekłada się na rozwój w kolejnych obszarach. To jest niewątpliwie pozytywne, choć oczywiście ważne, by nie przesadzić.

– Nie czuje się pan na co dzień niedoceniany w porównaniu z ministrami gospodarki i skarbu? Zarządza pan przecież nie mniej ważnym, a może nawet wiele ważniejszym, resortem.

– Dla mnie istotne jest to, że ludzie coraz częściej dostrzegają, że kwestie ważne dla środowiska są też bardzo istotne dla gospodarki. To przecież naczynia połączone. Nie czuję się niedoceniany. Jest coraz większe zrozumienie w społeczeństwie, że kwestie ochrony środowiska przekładają się na finanse i gospodarkę.

– W procesie dostosowania polskiego przemysłu do wymagań związanych z ochroną klimatu decydujące będą rozwiązania o charakterze innowacyjnym. Jednak z tą innowacyjnością nie jest u nas chyba zbyt dobrze?

– Uważam, że w pewnych obszarach możemy i powinniśmy się stać liderem. Wszelkiego rodzaju technologie dotyczące czystego węgla powinny się stać naszą specjalnością. Jeżeli tu skoncentrujemy środki, to możemy wyrosnąć na liczącego się eksportera tych technologii.

Zresztą przyznam, że jak patrzę na to, jakie budujemy biogazownie czy oczyszczalnie ścieków, to myślę, że naprawdę brakuje nam możliwości pokazania światu, jacy jesteśmy dobrzy. Naprawdę! Dlatego warto być obecnym na wszelkich prestiżowych targach, imprezach.

Ministerstwo Środowiska było na przykład promotorem uczestnictwa firm zakwalifikowanych do projektu GreenEvo w największych targach z branży ochrony środowiska, które odbyły się na początku maja w Chinach w Szanghaju. Celem misji była promocja polskich technologii w dziedzinie ochrony środowiska oraz ułatwienie nawiązania kontaktów polskim firmom z potencjalnymi nabywcami naszych rozwiązań. Misja organizowana była przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości we współpracy z wydziałem promocji handlu i inwestycji Konsulatu Generalnego RP w Szanghaju.

W czasie misji polskie firmy mogły zaprezentować technologie zgłoszone do projektu GreenEvo i przekazać informacje na temat rynku zielonych technologii w Polsce. Warto tu zaznaczyć, że dużym zainteresowaniem poza granicami naszego kraju – w tym również w Chinach – cieszą się przedsiębiorstwa oferujące rozwiązania w zakresie oczyszczania ścieków czy ochrony powietrza. Są to przy tym dziedziny szczególnie istotne, mając na uwadze rozwój chińskiej gospodarki.

Polska jest największym partnerem gospodarczym Chin w Europie Środkowej. Duży wpływ na wzrost zainteresowania naszym krajem miało przystąpienie Polski do Unii Europejskiej. Dzięki temu polskie produkty zaczęto postrzegać jako wyroby o wysokiej, europejskiej jakości. A przy tym konkurencyjne cenowo. Mocno wierzę w polską przedsiębiorczość oraz w kreatywność naszej nauki.

– A czego się pan najbardziej obawia jako minister środowiska?

– Najbardziej obawiam się cichego lobbingu. W Polsce musimy nauczyć się walczyć z takim cichym, nielegalnym lob-bingiem. Mamy pewne kwestie ułożone zupełnie inaczej, niż to jest w innych rozwiniętych krajach europejskich. Przykładowo w zakresie utylizacji odpadów mamy rozwiązania nieprzystające do stosowanych obecnie w krajach zachodnich. Podobnie jest w obszarze gospodarki wodnej. Jednak nie udało się nam zmienić tej sytuacji właśnie przez ów negatywny lobbing. Ten lobbing może paraliżować pewne działania reformujące.

– Czasem można usłyszeć, że przez obwarowania związane z koniecznością redukcji emisji gazów cieplarnianych może dojść do spadku zainteresowania potencjalnych inwestorów Polską. Co pan sądzi o tego typu opiniach?

– To są jedynie „strachy na Lachy”. Już słyszałem, że przez kwestie związane z ochroną środowiska nie wybudujemy w Polsce ani jednego kilometra autostrady. I nic takiego nie miało miejsca. Po prostu – trzeba budować w oparciu o prawo unijne, dostosować się do tego prawa. Nie sądzę, żeby inwestorzy odwrócili się od Polski ze względu na potrzebę redukcji emisji gazów cieplarnianych. To tylko takie straszenie nie mające pokrycia w rzeczywistości.

Źródło: biznes.interia.pl